Polecamy         
apartamenty
i pokoje gościnne

turystyka
kraków noclegi
fotograf kraków
wrocław noclegi
poznań noclegi








Policyjne Ju-Jitsu
Louis Shomer


JEDNOSTKA KTO PODŁOŻYŁ OGIEŃ?

W nocy z niedzieli na poniedziałek (1/2 maja) spłonęło poddasze jednego z budynków na terenie byłej jednostki wojskowej. Prawdopodobnie było to podpalenie.
Płomienie zauważył jeden z policjantów patrolujący wraz z psem teren jednostki. Była godzina 22.50. Natychmiast wezwał straż pożarną, która pojawiła się na miejscu dosłownie błyskawicznie. Pożar był w odległości kilkuset metrów od Komendy PSP.

Prosimy o wsparcie
Strażacy bardzo szybko zdali sobie sprawę, że bez wsparcia nie są w stanie skutecznie walczyć z ogniem. - Największym utrudnieniem była wysokość i szerokość budynku - wyjaśnia aspirant sztabowy Sławomir Pawlisz . - Skuteczne gaszenie można było prowadzić tylko z podnośnika lub drabiny. Jako pierwsi, strażakom ze Świecia, pomocy udzielili koledzy z Chełmna. Później dołączali kolejno z: Gudziądza, Chełmży, Bydgoszczy i Torunia, skąd sprowadzono specjalistyczny sprzęt. W sumie w gaszeniu ognia uczestniczyły 22 jednostki. Uporały się z nim o 1.20. Jednak dogaszanie zgliszczy trwało aż do południa dnia następnego. Za tym, że ogień został podłożony przemawia kilka czynników. W budynku, którego właścicielem jest gmina Świecie, była odłączona zarówno instalacja elektryczna, jak i ogrzewanie. Co więcej, w chwili przybycia na miejsce pierwszego wozu strażackiego 80 procent dachu, którego powierzchnia wynosi aż 1200 metrów kwadratowych, było w ogniu. A to może oznaczać, że pojawił się on jednocześnie w kilku miejscach. Wiekowe, wysuszone drewno paliło się niezwykle szybko. Między innymi za sprawą żywicy, której kiedyś nie odciągano.

Nie zmienimy planów
Niemal od początku, przebieg akacji śledził Tadeusz Pogoda , burmistrz Świecia. Informację o pożarze otrzymał kilka minut po 23. Nie kryje, że to co się stało sprawiło mu wielką przykrość. - Mniej więcej za miesiąc miały się tam rozpocząć prace remontowe - tłumaczy burmistrz. - Teraz wszystko się opóźni. O ile? Nie mam pojęcia. Zakładaliśmy, że pod koniec przyszłego roku wprowadzą się tam pierwsze rodziny. Budynek, w którym miało powstać 45 mieszkań, był ubezpieczony. To jedyne pocieszenie w tej sytuacji. Choć, jak przewiduje burmistrz, na zrobienie nowego dachu nie wystarczy pieniędzy. Nie wiadomo też kiedy zakończą się procedury związane z wypłatą odszkodowania. Niezależnie od wszystkiego, Towarzystwo Budownictwa Społecznego, nie rezygnuje z remontu. Tym bardziej, że na tę inwestycję otrzymało już promesę kredytu w wysokości 2 mln zł. To drugi pożar budynku na terenie byłej jednostki. Rok temu ogień prawdopodobnie zaprószyli bezdomni. Jak było tym razem?


Tekst i fot. Andrzej Bartniak
Gazeta Pomorska 4 Maja 2005



JEDNOSTKA. Policja szuka przyczyny pożaru.
Winnego nie ma.

Istnieją obawy, że na terenie byłej jednostki wojskowej może znowu stanąć w ogniu któryś z budynków. Po ostatnim pożarze zwiększono w tamtym rejonie liczbę patroli policji i straży miejskiej. Czy to wystarczy?

To musiało się stać - mówią znający polskie realia. Ogromny teren i kilka budynków, do których bez trudu można się dostać. Gdy przed rokiem spłonął dach sztabowca, stało się jasne, że obiekt potrzebuje ochrony. Gmina Świecie w ramach prac interwencyjnych powierzyła to zdanie dwóm osobom? Czy należycie wywiązywały się ze swojego obowiązku? Zdania są podzielone.
Jak przekonuje Janusz Dzięcioł, to właśnie ich zasługą jest zatrzymanie przynajmniej kilku złodziei próbujących wywieść rury kanalizacyjne czy inne metalowe przedmioty. Problem w tym, że tych, którym się to udało, było wielokrotnie więcej niż złapanych na gorącym uczynku.
Przydatność takiej ochrony stała się jeszcze bardziej dyskusyjna, gdy pierwszego maja w godzinach nocnych stanęło w ogniu poddasze koszarowca.
Straty spowodowane pożarem oszacowano wstępnie na 100 tys. zł. Ile kosztowała akcja w której wzięło udział aż 25 jednostek straży pożarnej? Trudno ocenić. - Myślę, że nie można winić osób pilnujących jednostki za to, że ciągle dochodzi tam do kradzieży - uważa Janusz Dzięcioł, komendant SM w Świeciu. - Jedna osoba na zmianie nie jest w stanie dopilnować tak rozległego terenu.

Komu na tym zależało?
Warto zwrócić uwagę, że w sąsiednim budynku, należącym do Starostwa z chwilą rozpoczęcia remontu pojawił się stróż. On też nie zauważył podejrzanych osób, które mogłyby podpalić koszarowiec.
Policja cały czas prowadzi w tej sprawie dochodzenie. Kiedy się ono zakończy? - Za miesiąc, może dwa? Nie umiem odpowiedzieć. Cały czas sprawdzamy różne tropy - mówi podinspektor Edward Joppek z KPP w Świeciu.
Wiele wskazuje na, że podobnie jak wcześniej, było to podpalenie. Pytanie komu mogło na tym zależeć i dlaczego?

Zdążyć przed zimą
Niedawny pożar w istotny sposób wpłynie na plany remontowe, za które odpowiada Towarzystwo Budownictwa Społecznego. Okazuje się, że zrobienie nowego dachu wiązać się będzie z koniecznością wystąpienia o nowe pozwolenie na budowę.
Wcześniej musi być wykonana: ekspertyza stanu budynku i projekt dachu. Ma to być gotowe do końca czerwca. Prawdopodobnie 1 sierpnia zostanie ogłoszony ponowny przetarg na remont. Poprzedni musiał zostać unieważniony ponieważ zmienił się zakres prac.
- Biorąc pod uwagę terminy wynikające z procedury przetargowej zakładamy, że firma wejdzie na plac budowy na początku listopada - wyjaśnia Andrzej Rek, prezes TBS. - Nie jest to zbyt korzystny termin na tego typu prace, ale przez zimą musimy zamknąć dach.


Tekst i fot. Andrzej Bartniak
Gazeta Pomorska 18 Maja 2005

UZUPEŁNIENIE: Policja zatrzymała mężczyznę, który 1 maja podłożył ogień w jednym z budynków na terenie byłej jednostki wojskowej. Okazał się nim 25- letni mieszkaniec Świecia. To było pierwsze jego podpalenie. Dotychczas znany był z włamań. Dlaczego to zrobił? Policja nie chce zdradzać motywów działania 25-letniego świeciani-na, Zbigniewa G. Z pewnością uczynił to umyślnie. Kupił benzynę, starannie rozlał ją na poddaszu, zapalił zapalniczkę, a później przyglądał się zamieszaniu jakie wywołał pożar.
                                                                    Artykuł "Gazety Pomorskiej" z dnia 6 czerwca 2005 r.



POWRÓT